dps.pl home O serwisie www.dps.pl Prezentacja Domu Pomocy Spolecznej
       
Domy Pomocy Spolecznej prawo organizacje radar mieszkancy recenzje oferty świat extra
 

wstecz

 

O Zbyszku z długodystansowych biegów o kulach

(aut. Dorota Jankiewicz - Express Ilustrowany 8.11.2001, DPS Forum 12.11.2002)

 

Zbyszek Stefaniak ma 28 lat. Od urodzenia cierpi na porażenie mózgowe. Do 9 roku życia w ogóle nie chodził. Teraz porusza się tylko o kulach. Mimo to biega, przemierzając codziennie ponad 15 km. Obecnie jest jedynym sportowcem w województwie łódzkim, który regularnie bierze udział w długodystansowych biegach o kulach.

Nie chodzi, tylko biega

Zbyszek mieszka w niewielkiej wsi Gąsiorów w gminie Daszyce pod Łęczycą. Urodził się jako pierwsze dziecko w rodzinie. – Rodzice byli załamani, kiedy dowiedzieli się, że jestem upośledzony – wspomina. – Lekarze nie dawali mi większych szans na to, że kiedykolwiek będę chodzić.

Stefaniakowie nie poddawali się jednak. Przez wiele lat jeździli z synem od jednego specjalisty do drugiego.

Zbyszek przeszedł trzy operacje. Każda z nich rozbudzała nadzieje na postawienie kaleki na nogi. Nikt nie spodziewał się cudów. Chodziło tylko o to, by chłopiec zaczął poruszać się o własnych siłach. W najskrytszych marzeniach nie przypuszczano, że będzie biegał…

– W moim stanie nie nadawałem się do szkoły - wspomina. – W pierwszych latach nauczycielka przychodziła do domu na indywidualne lekcje. Dopiero w trzeciej klasie trafiłem do placówki specjalnej w Policach koło Szczecina, gdzie były dzieci takie same jak ja. Tam właśnie spotkałem pana Janusza Chmielewskiego, który zachęcił mnie do biegania.

Za jego namową trenowałem w pobliskich lasach. Po kilku miesiącach wystartowałem w swoim pierwszym biegu na Wałach Chrobrego w Szczecinie, a później w Policach. To było coś niezwykłego. Wszyscy bili brawo, kiedy jako jeden z pierwszych przybiegłem na metę. Od tego czasu nie ma tygodnia, bym nie uczestniczył w jakimś biegu dla niepełnosprawnych.

Twardy zawodnik

Niemal każde zawody kończą się dla Zbyszka sukcesem. Przez 13 lat biegania zgromadził na swoim koncie ponad 200 dyplomów, medali oraz pucharów.

Radość i zadowolenie wynikające z tych osiągnięć przyćmiewa jednak brak zrozumienia wśród ludzi, z którymi niepełnosprawny sportowiec spotyka się na co dzień.

– Chłopie, chyba ci odbiło – mówią sąsiedzi ze wsi. – Jesteś niepełnosprawny. Dostajesz rentę. Powinieneś sidzieć w domu, a nie ganiać po ulicy bez celu. Po co ci to?

Takie gadanie nie zraża jednak Zbyszka. Codziennie rano pakuje on plecak, zakłada sportowe buty, kurtkę z odblaskowymi naszywkami i… wyrusza w trasę. Maszeruje 10, 15, a niekiedy nawet 20 kilometrów. W ten sposób zwiedził już niemal całą Polskę, biorąc udział w ponad 200 maratonach i półmaratonach. Taka pasja jednak kosztuje.

– Co tydzień zdzieram jedną parę butów sportowych – mówi. – Niszczą się też kule. Poza tym potrzebuję pieniędzy na dojazdy na zawody, które są organizowane w różnych krańcach kraju. Przy moich 400 złotych renty socjalnej nie stać mnie na to wszystko.

Zbyszek i na to znalazł jednak sposób. Biegając o kulach po kraju, ma na szyi puszkę, do której zbiera pieniądze na treningi i kolejne starty. Nieustannie odwiedza też przedsiębiorstwa i banki, prosząc o wsparcie.

– 27 października startowałem w Biegu Konia we Wrocławiu – mówi, wyciągając z plecaka dyplom za zajęcie pierwszego miejsca. – Po zawodach zostałem w tym mieście jeszcze tydzień. W tym czasie odwiedziłem ponad 50 różnych firm, prosząc o pomoc. Do tej pory odpowiedziała tylko jedna. Chcą dać mi koszulkę i dres ze swoim logo. Dobre i to.

Dookoła Polski i… stadionu

Marzeniem Zbyszka jest udział w imprezach biegowych za granicą, a w najbliższym czasie – maraton dookoła Polski, podczas którego niepełnosprawny mistrz chce pokonać ponad tysiąc kilometrów. Wyprawa miałaby potrwać miesiąc i być połączeniem biegu o kulach oraz jazdy na rowerze. Zbyszek miał nadzieję, że na trasę wystartuje już w tym roku. Wszystko było gotowe, niestety zabrakło pieniędzy.

– Na razie zrezygnowałem, ale nie poddałem się – mówi. – Niedawno udało mi się dotrzeć do jednego z działaczy łódzkiego Widzewa, który obiecał pomóc. Chce to zrobić, przekazując na moją wyprawę dochód z jednego z meczów piłkarskich. Podczas przerwy w grze będę biegać dookoła stadionu, pokazując ludziom, że w takim stanie można również wiele osiągnąć. Nie wiem jeszcze, kiedy będzie ten mecz, ale wierzę, że się uda.

Dorota Jankiewicz


Ankieta







© I-business group 2000
Webmaster