oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

Całkiem nieźle - Raport specjalny o niepełnosprawnych

wstecz

Poniższy materiał jest niemiecką częścią międzynarodowego projektu Unii Europejskiej, mającego choćby wycinkowo przedstawić sytuację niepełnosprawnych w poszczególnych krajach. Prawa do publikacji na terenie Polski ma jedynie DPS Forum. Autorem tekstu jest Volker Neumann, redaktor naczelny największego u naszych zachodnich sąsiadów pisma poświęconego niepełnosprawnym - "Handicap"!

Całkiem nieźle

W Niemczech żyje około 6,6 miliona ludzi z oficjalnie uznaną niepełnosprawnością. Chociaż ich sytuacja indywidualna jest bardzo zróżnicowana, wydaje się, że Niemcy są na dobrej drodze, by ludzi tych w odpowiedni sposób zintegrować.

Drabina do szopy, którą Jens pokonywał wcześniej już tysiąc razy, nagle zaczęła stanowić dla niego problem. Jego nogi nie chciały tego samego, czego on sam chciał. Jednak więcej ważyło to, że w tym samym momencie nie czuł pod sobą stałego lądu. "Ależ to jest ten, który ciągle sika w spodnie", mówiły inne dzieci. Wtedy Jens miał 10 lat i był to początek długiego okresu cierpień. Dopiero 2 lata później lekarz stwierdził przyczynę niepełnosprawności Jensa : stwardnienie rozsiane. "Z jednej strony to była ulga, bo zaraz stało się jasne, że nie jestem stuknięty czy niezdolny, z drugiej jasne było, że to nie jest wada, którą można zlikwidować jakimiś ćwiczeniami"...

Człowiek niepełnosprawny jest także w Niemczech czymś szczególnym. Obiektem dla gapiów. Przynajmniej wtedy, gdy niepełnosprawność dobrze widać na zewnątrz. Zwłaszcza dla niepełnosprawnych dzieci jest to status, który czyni ich dzieciństwo innym. Jak sobie z tym najlepiej poradzić, pozostaje kwestią dyskusyjną. Do tej pory podział był jednoznaczny - większość zwykłych szkół odmawiała przyjęcia dzieciom niepełnosprawnym. Trafiały one w związku z tym do szkół specjalnych, które dodatkowo podzielono na szkoły dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną i szkoły dla niepełnosprawnych fizycznie.

W tzw. międzyczasie ogłoszono czarodziejską formułę "integracji", w końcu także dlatego, że coraz większa liczba rodziców zaczęła walczyć o dostęp swoich niepełnosprawnych dzieci do zwykłych szkół. Zdaniem Jensa nie zawsze stanowi to cechę pozytywną. W wielu przypadkach uczniowie niepełnosprawni stają się czynnikiem przeszkadzającym i wywołującym w klasie współczucie. Muszą wysłuchiwać zarzutów, gdy przykładowo cała klasa musi zrezygnować z wycieczki, bo jej cel nie jest przystosowany dla osób poruszających się na wózkach. "Poza tym z wielu powodów kształcenie niepełnosprawnych dzieci w zwykłych szkołach nie może być zawsze optymalne", mówi Jens.

To co się dzieje w szkołach jest symptomatyczne dla ogólnej sytuacji niepełnosprawnych w Niemczech. Przez długi czas nie mieli oni żadnych lub niewielkie możliwości wyboru. Ludzie niepełnosprawni byli pielęgnowani, zaopatrywani i zamykani w domach lub specjalnych placówkach. W tej chwili możliwości wyboru są większe i lepiej dopasowane do pojedynczego przypadku. To jest proces, który jeszcze długo nie będzie zakończony. Wielu w pełni sprawnych decydentów nie przyzwyczaiło się jeszcze do myśli, że człowieka niepełnosprawnego można traktować jak pełnoprawnego członka społeczeństwa. Równocześnie jednak wielu niepełnosprawnych i ich bliskich ma nadal trudności z uznaniem i egzekwowania swojego prawa do pełnoprawnego uczestnictwa w życiu społecznym.

Z Jensem jest inaczej. Ten 32-latek nauczył się radzić sobie ze swoją chorobą i wynikającą z niej niepełnosprawnością fizyczną. Wielką pomocą byli w tym wypadku jego rodzice i bracia. "Gdy inne dzieci za bardzo się ze mną drażniły, problem był rozwiązywany ręcznie" - tak Jens wspomina pomoc ze strony braci. Rodzice, a szczególnie matka - sama będąca nauczycielką - troszczyli się poza tym, by Jens zdobył dobre wykształcenie. Ponieważ w ich miejscu zamieszkania, w górach Eifel przy zachodniej granicy RFN, nie było odpowiedniej oferty, Jens trafił wspólnie ze swoim bratem bliźniakiem do internatu przy szkole realnej dla niepełnosprawnych fizycznie w Aachen. Potem uczęszczał do szkoły średniej dla niepełnosprawnych ruchowo w Kolonii, gdzie zdał maturę, równocześnie zdobywając wykształcenie kupieckie w handlu hurtowym i zagranicznym. Jeszcze później studiował ekonomię i organizację przedsiębiorstw i jest dzisiaj dyplomowanym ekonomistą. Z pewnością jego droga życiowa nie jest charakterystyczna dla wszystkich niepełnosprawnych dzieci w Niemczech, ale pokazuje, że także dla osób z niepełnosprawnością stoją do dyspozycji możliwości rozwoju zgodne z ich predyspozycjami i zainteresowaniami.

Znacznie większą rolę niż u osób sprawnych odgrywa w tym wypadku sytuacja finansowa. Środki pomocnicze, dostosowanie domu czy samochodu, jak też często koszty osobistej opieki (asysty) pochłaniają dużo pieniędzy. Wszystkie niezbędne środki pomocnicze, jak np. wózki inwalidzkie, kule, chodziki i protezy muszą być zasadniczo finansowane przez kasy chorych. Poszkodowany ma tutaj spore możliwości wpływu na to, co w rzeczywistości zostanie mu postawione do dyspozycji. Ten, kto - przykładowo - potrzebuje wózka inwalidzkiego, przegląda najpierw - jak każdy kupujący - dostępną ofertę. Może to zrobić w odpowiednim sklepie, poprzez katalogi, na imprezach targowych czy często także poprzez osobisty kontakt z osobą w podobnej sytuacji. Gdy znajdzie dla siebie odpowiedni produkt, musi prosić o przepisanie go przez swojego lekarza. Z receptą udaje się następnie do swojego sklepu, gdzie otrzymuje ofertę cenową produktu. Ofertę przedkłada teraz w kasie chorych. Ta z reguły wraża zgodę na zakup wymaganego produktu i może on już zostać zamówiony i dostarczony przez wspomniany sklep. Niestety, oszczędności wprowadzane w ubezpieczeniach zdrowotnych, niepotrzebna biurokracja i skomplikowane przepisy powodują, że niepełnosprawni muszą niekiedy najpierw stoczyć ostrą walkę o swoje prawa.

Jeszcze bardziej skomplikowanie wygląda to w przypadku wszystkich zmian dostosowawczych w mieszkaniu, domu czy samochodzie. Tutaj kończą się kompetencje kas chorych i przejmują je inni płatnicy. Decydujący wpływ na dostatek lub niedostatek ma tutaj w szczególności przyczyna niepełnosprawności. Kto swojej niepełnosprawności nabawił się w trakcie wykonywania pracy zawodowej lub poprzez udział osoby trzeciej, wychodzi na tym relatywnie korzystnie. W tym wypadku bowiem pokryciem wszystkich szkód zajmują się albo zrzeszenia zawodowe albo główny ubezpieczyciel sprawcy wypadku. Poza tym w określonych okolicznościach poszkodowany może się jeszcze liczyć z odszkodowaniem, które jednak jest znacząco niższe niż to wypłacane w USA. Mimo to przyczynia się ono do dodatkowego polepszenia sytuacji finansowej poszkodowanego.

Inaczej jest w przypadkach, gdy do niepełnosprawności doszło w wyniku choroby czy wypadku z winy własnej (i przy okazji objętego ubezpieczeniem w niewystarczającym zakresie). Zasadniczo pojawiające się koszty muszą wtedy ponosić płatnicy państwowi - głównie jednostka pomocy społecznej (Sozialamt). Oczywiście regulacje są wówczas surowe a dowolność oceny znacząca. Kto - przykładowo - potrzebuje samochodu, by dotrzeć do pracy, może ewentualnie co 5 lat otrzymać refinansowanie kosztów odpowiednio wyposażonego pojazdu. Sensowna regulacja, gdyż z biorcy świadczeń społecznych czyni de facto płatnika takich świadczeń. Jednak z drugiej strony oznacza ona, że osoby niepełnosprawne, które pracy nie znalazły, w większości przypadków muszą z samochodu zrezygnować - co jeszcze raz ogranicza ich szanse równoprawnego włączenia się w życie społeczne. A sytuacja na rynku pracy dla ludzi niepełnosprawnych pozostaje w Niemczech nadal trudna.

Przy pomocy badań z roku 2000 rząd dowiedział się, że zarówno bieda jak i bezrobocie pośród niepełnosprawnych są szczególnie wysokie. W odpowiedzi stworzono program "50000 miejsc pracy dla niepełnosprawnych", który miał znacząco poprawić tę sytuację. Za pomocą różnych środków cel zresztą częściowo osiągnięto. Jednak wielu ekspertów poddaje w wątpliwość, czy jest to długotrwały sukces, powiązany bezpośrednio z programem - zwłaszcza, że nie wszystkie podjęte środki współgrają ze sobą w optymalny sposób. Przykładowo, osoby najbardziej niepełnosprawne otrzymują znaczące kwoty na stworzenie i wyposażenie miejsca pracy, ale z drugiej strony na podstawie jednego z przepisów, zmuszone są z powrotem oddać tak dużą część swojego dochodu na pokrycie kosztu opiekunów (asysty), że w końcu zostaje im mniej niż gdyby w ogóle nie podjęły pracy.

Problem ten spotkał też Jensa, ale znalazł on już akceptowalne dla siebie rozwiązanie, jako że w międzyczasie podjął pracę jako samodzielny doradca rehabilitacyjny i nie jest w związku z tym przypisany do jakiegoś pracodawcy.

Wielkim życzeniem na drodze do równoprawnej integracji pozostaje dla wielu niepełnosprawnych w Niemczech wprowadzenie ustawy zakazującej dyskryminacji. Wprawdzie w ubiegłym roku uchwalono "związkową ustawę o równouprawnieniu", ale jest ona raczej formą deklaracji. Zastosować te przepisy powinni przede wszystkim przedsiębiorcy prywatni, ale nie jest to obligatoryjne. I tak w stwierdza się co prawda w ustawie, że każdy człowiek niepełnosprawny może zasadniczo wymagać dostępności budynków użyteczności publicznej. Ustawa nie tworzy jednak żadnej podstawy prawnej do - na przykład - zaskarżenia banku, który obok schodów wejściowych nie oferuje ani podjazdu, ani windy. Choć wprowadzenie ustawy przeciw dyskryminacji pozostaje w planach rządu, to jednak wydaje się w tej chwili odsunięte w daleką przyszłość. Dla Jensa rozwój sytuacji jest mimo wszystko pocieszający: "W ostatnich latach więcej pozytywnego stało się w głowach niż na papierze".

Tekst: Volker Neumann, redaktor naczelny pisma "Handicap"
Fot. Jens Krümmel
Tłumaczenie: Tomasz Szperkowski
Wszelkie prawa zastrzeżone