oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

Austria: 11 ofiar pożaru domu starców

wstecz

(aut. dps.pl/Die Presse 9-10.02.2008; dps.pl 13.02.2008)

 

Pożar w austriackim domu pomocy społecznej w Egg wybuchł w piątek (8.02) wieczorem. Przez pewien czas jego przyczyna nie była znana. Wszyscy zajmowali się głównie ofiarami. A tych nie brakowało. W wyniku pożaru zginęło 11 podopiecznych placówki, 6 osób zostało rannych, w tym 3 ciężko.

Dom w Egg to typowy ośrodek dla osób starszych. Część podopiecznych to osoby leżące, wymagające pielęgnacji. To właśnie ci, którzy nie poruszali się samodzielnie, stali się ofiarami ognia. Zginęli zaczadzeni duszącym i trującym dymem…

Akcja ratunkowa była sporym przedsięwzięciem logistycznym. Nie zapominajmy, że w takiej sytuacji trzeba się też zająć pozostałymi mieszkańcami. Straż pożarna musiała ich rozwieźć do kilku okolicznych placówek. W akcji uczestniczyło 250 strażaków, 65 osób z Austriackiego Czerwonego Krzyża i 10 lekarzy pogotowia.

Dom w Egg, choć mający 140-letnią historię, był ostatnio oceniony pozytywnie. Kontrola z lat 2003 i 2006 nie wykazała uchybień w zakresie bezpieczeństwa. Wszystko działało i było dobrze oznaczone. Na dodatek, w 2004 i ubiegłym roku skrupulatnie przeprowadzono ćwiczenia, w których uczestniczyli strażacy, personel i mieszkańcy. Takie ćwiczenia traktowane są w Polsce jak dopust boży, ale przecież również są przeprowadzane. Prawdopodobnie i u nas, i w Austrii, najważniejsze jest, by wszystko w papierach grało. W Egg papierom nie można więc było nic zarzucić...

Tymczasem pożar okazał się tak dotkliwy, że po jego ugaszeniu część 3-piętrowego budynku grozi zawaleniem. Nie wrócą więc do niego ani mieszkańcy, ani pracownicy.

Wyobraźmy sobie sytuację po pożarze. Straż odjeżdża. I co…

Na miejscu zjawiają się najbliżsi ofiar, rodziny, znajomi. Wszyscy zszokowani, rozhisteryzowani, płaczący… W Egg natychmiast zaczął działać specjalny regionalny sztab antykryzysowy, powołany przez tamtejszego odpowiednika wojewody. Byli specjaliści, którzy zajęli się rodzinami. Krewnych zabrano zresztą z miejsca zdarzenia i zgrupowano w pobliskim gminnym przedszkolu. Łatwiej było uspokajać, pocieszać…

Władze jak to władze. Mówiono o "wyjątkowej w swym zakresie katastrofie", o czymś, czego "nigdy wcześniej nie mogliśmy przeżyć". Wyrazy najgłębszego smutku i współczucia plus wizyty na zgliszczach.

No to z czego wziął się ten straszny, śmierć siejący ogień?

Dokładnie jeszcze nie wiadomo. Wiadomo już jednak, gdzie wybuchł.

Na I piętrze, na końcu korytarza, był pokój z pojemnikiem na śmieci. Tam wybuchł pożar i rozprzestrzenił na wszystko wokół.

Po fakcie, także strażacy są rozmowniejsi. Ich dowódca Markus Natter mówi o wyjątkowo trudnych warunkach akcji. Ogień "pożerał" wszystko w błyskawicznym tempie. Natter podkreślił, że trudno wyjaśnić tak wielką ilość dymu, jaka pojawiła się na piętrach. W tym wszystkim jednak czujki działały bez zarzutu.

To nie żart - strażak podkreśla sprawność czujek, tak jak podkreślają ją nasi dyrektorzy dps-ów. Taka jakby ich sprawność zapobiegała pożarowi. Faktem jest jedynie, że czujki przyspieszają akcję i zmniejszają liczbę ofiar.

Natter mówi jeszcze - wszystkie drzwi były w pokojach pootwierane. Gdyby były zamknięte, można by uratować więcej osób. Przy otwartych drzwiach opiekunowie zmiany nocnej mogli zapewne lepiej kontrolować, czy coś dzieje się w pokojach. Względy bezpieczeństwa nie są jednak powiązane z wygodą pracy opiekunów.

Personel twierdzi natomiast, że osoby, które zginęły, z pewnością czuły dym, wiedziały że jest pożar i otwierały drzwi, by korytarzem uciec na zewnątrz.

Pożary w domach opieki nie są rzadkością. Od 2001 roku płonęło już 8 tego typu ośrodków, w różnych krajach. Ta ósemka to tylko te zdarzenia, gdzie odnotowano większą liczbę ofiar.