oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Łatwy w obsłudze, dobry do rehabilitacji, ale nie wjedzie na podjazd. Na krawężnikach zarzuca nim przy większych prędkościach i za dużo kosztuje - komentowali ludzie, którzy przesiedli się w czwartek z wózka inwalidzkiego na rower.

Rowery dla niepełnosprawnych prezentowała wczoraj w Ośrodku Rehabilitacyjnym Śląskiego Stowarzyszenia Akcent w Katowicach niemiecka firma Draisin. Wszystkie były trzykołowe. Krystian Glomb z dziecięcym porażeniem mózgowym pokonał na nim nawet krawężniki. Nie jeździł, odkąd wyrósł ze swojego składaka z dokręconymi kółkami. Na dwukołowym rowerze nie potrafi zachować równowagi. - Ale to dla takich, co mają sprawne nogi - zniechęcił się Bronisław Garbiec na widok pedałów. Od pięciu lat nie używa nóg. Pedały w rowerach Draisin służą jednak głównie do rehabilitacji. Można je przełączyć na silnik, który wymusza ruch nóg i poprawia krążenie.

Na model Relaks z fotelem zamiast siodełka, wstawionym między rączki kierownicy, pierwszy wsiadł Marcin Wróbel. Ostatni raz jechał rowerem 13 lat temu. Był dzieckiem, wpadł pod traktor, uszkodził kręg piersiowy. Gra w siatkówkę, z wózka na rower przesiadł się wczoraj sprawnie, ale na nowym siedzeniu było mu niewygodnie. - Nie nadaje się na dłuższe dystanse, a do kierownicy mam za długie ręce - powiedział po przejażdżce.

Mirosławowi Pawłowskiemu nie wystarczyło przypiąć stopy do pedałów. Trzeba było zamontować stabilizatory łydek. Na ostrych zakrętach kolana i tak uciekały na boki i blokowały kierownicę. Brat słynnego alpinisty, który od czasu wypadku przy robotach wysokościowych wspina się po górach na wózku, najpierw wypróbował model Relaks na podjeździe do ośrodka. Chwilę wcześniej pokonał tę górkę zwykłym wózkiem, rowerem stanął w pół drogi. - Ja mam napęd tutaj - Pawłowski naprężył mięśnie ramion - a tym rowerem nie da się jechać, pchając koła. W obsłudze szybki do opanowania, ale ma za słaby napęd. I dlaczego na przednie koło? Na prostej drodze można wyciągnąć dużą prędkość, ale wtedy na drobnych przeszkodach podskakuje, zarzuca i traci się stabilność.

Marcin Mikulski w ogóle nie wsiadł na rower. - Ja jestem szyjnik, nawet nie włączę napędu, bo mam niesprawne dłonie - powiedział mistrz megadystansów na wózku.

- A ja kupię sobie taki rower, jak wygram w totolotka - zażartował Krystian, zsiadając z najtańszego modelu za 1300 euro. Żyje za 460 zł renty miesięcznie.

Relaks kosztuje 2,5 tys. euro, za silnik trzeba dorzucić kolejne 2 tys. - To dla nas wszystkich cena zaporowa - stwierdził Pawłowski.

Niestety, na rowery Draisin nie ma dofinansowania, bo Narodowy Fundusz Zdrowia nie uznał ich za sprzęt rehabilitacyjny. Stanieją, bo katowicki oddział niemieckiej firmy rozpocznie niebawem produkcję z polskich części. Ale różnica cen nie będzie wielka. - Szkoda, bo taki rower to dobra terapia - żałowali niepełnosprawni.