oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Dorota Choroszkiewicz od 13 lat codziennie pokonuje trasę od swojego bloku przy alei Pokoju do ośrodka dla osób niepełnosprawnych umysłowo przy ulicy Focha.

Nauczyła się, na którym przystanku ma wysiąść, zakodowała sobie każdy szczegół, który może jej pomóc w odnalezieniu drogi powrotnej. Wyprowadzona nawet na sąsiednią ulicę gubi się, nie wie, gdzie jest, w którą stronę iść. Mimo że jest dorosła ma umysł dziecka, w obcym sobie terenie jest bezradna, wpada w panikę, a to może u niej spowodować atak padaczki. Tymczasem kilka dni temu kontroler w miejskim autobusie tak długo sprawdzał jej dokumenty, że dziewczyna musiała jechać z nim dwa przystanki dalej niż zwykle.

Pozwolono jej wysiąść z autobusu w innym miejscu niż to, które od lat znała, wpadła w panikę, pół godziny błąkała się po ulicy szukając drogi do ośrodka. Wszystko dlatego, że nie potrafiła porozumieć się z kontrolerem.

� To nie jedyny przypadek tego rodzaju, które spotkał naszych podopiecznych � przekonuje prezes częstochowskiego oddziału Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób Niepełnosprawnych Umysłowo Iwona Ciesielska. � W ciągu ostatnich dwóch lat mieliśmy trzy takie zdarzenia. Ci ludzie chyba sobie nie zdają sprawy, że nasze dzieci różnią się od innych pasażerów czy osób niepełnosprawnych ruchowo. Z nimi kontakt jest trudny. Kiedy stojący nad nimi kontroler żąda szybkiego okazania biletu i wszystkich tych dokumentów, które uprawniają je do zniżek po prostu się gubią. Często nie potrafią precyzyjnie i jasno wyjaśnić swojej sytuacji. Kontroler wtedy wywozi je na dalsze przystanki lub wręcz na przystanek końcowy, aby tam wyjaśniać wszystko dokładnie.

Dwa lata temu podobna rzecz spotkała Marcina Wilczyńskiego. Chłopak z zespołem Downa tak długo był sprawdzany przez kontrolera, że w ostateczności wywieziono go na końcowy przystanek przy dworcu na Stradomiu.

� Bardzo się bał � opowiada mama Marcina. � Nigdy tam wcześniej nie był. Opowiadał mi później, że siadł na ławce i nie wiedział, co robić. Jakiś człowiek podobno próbował mu wytłumaczyć, dokąd ma iść, ale jemu nie było łatwo trafić. Marcin długo uczył się, jak ma trafić do ośrodka, zawsze docierał tam tą samą drogą, sprawdzałam, czy pamięta trasę. Nauka i ćwiczenia trwały dlugo zanim sam zaczął jeździć autobusem. Wcześniej wiele razy sprawdzałam, nauczył się rozpoznawać charakterystyczne miejsca, aby po nich mógł się orientować, czy idzie we właściwym kierunku. Tamtego dnia był przerażony, bo nie wiedział, w którą stronę iść. Po dwóch tygodniach dopiero przyznał mi się, że długo chodził po ulicach i wreszcie na piechotę udało mu się po blisko godzinie dotrzeć na Focha.

Stowarzyszenie wystosowało w tej sprawie do władz miasta oficjalne pismo. Chcą, aby MPK z większym zrozumieniem podeszło do ich dzieci. Rodzice upośledzonych osób są rozżaleni nie tylko zachowaniem kontrolerów, ale także tym, że ich dzieci nie są traktowane jednakowo, jak inni niepełnosprawni ruchowo częstochowianie. Od połowy ubiegłego roku muszą kupować bilety z 50-procentową ulgą, chociaż w poprzednich latach mieli zapewniony darmowe korzystanie z miejskiej komunikacji.

� Teraz muszą pokazywać bilet i masę dokumentów, które potwierdzą, że mają prawo do zniżek � mówi prezes Ciesielska. � To jeszcze bardziej komplikuje sytuację. Muszą za każdym razem wchodząc do autobusów pokazywać dokument tożsamości, orzeczenie lekarskie potwierdzające niepełnosprawność. Kiedyś wystarczyło pokazanie legitymacji wystawiane przez nasze stowarzyszenie. Kierowcy niestety różnie reagują na nasze dzieci, a ich tłumaczenie dlaczego mają ulgę i pokazywanie przed wejściem do autobusy tych wszystkich dokumentów upokarza je i denerwuje. Moja córka na przykład przestała z tego powodu jeździć autobusami, woli dojść dwa przystanki do tramwaju, bo tam przy wejściu nie musi się każdemu opowiadać.

Rodzice osób należących do stowarzyszenie zaczęli zbierać podpisy pod kolejną petycją, którą złożą, jeżeli ich ostatnia prośba nie zostanie spełniona.

� My po prostu chcemy, aby nasze dzieci były dobrze traktowane i nie były dyskryminowane, to chyba nie tak wiele � przekonuje prezes Ciesielska.

Bilety musimy kontrolować

Krzysztof Nabrdalik, prezes MPK

Skarga jeszcze do mnie nie dotarła, nie mogę więc się na jej temat wypowiadać, z pewnością jednak dokładnie zbadam sprawę. Komu należą się i jakie ulgi decyduje Rada Miasta. To ona także ustala ceny biletów. My musimy się wywiązywać z tych ustaleń. Bilety muszą Sprawdzane w pojeździe, takie są przepisy. Jeżeli kontrola się przedłuża, pasażer musi niestety jechać dalej niż zamierzał.

Zbadamy sprawę

Jarosław Kapsa, z biura prasowego Urzędu Miasta

Pismo od stowarzyszenia trafiło także do pełnomocnika prezydenta ds. organizacji pozarządowych. Zapewniam, że z jego treścią zapozna się zarówno prezydent, jak i prezes MPK. Sprawa na pewno zostanie wyjaśniona. Reakcja będzie oczywista, na pewno zwrócona zostanie uwaga kierowcom, jak i kontrolerom, aby w odpowiedni sposób podchodzili do niepełnosprawnych pasażerów.

Wymagają stałej terapii

Iwona Ciesielska, prezes Stowarzyszenia

Częstochowski oddział Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Osób Niepełnosprawnych Umysłowo liczy 116 członków. Najmłodszy z nich ma 6, najstarszy 60 lat. Są to dzieci i dorośli z lekkim, średnim i poważnym upośledzeniem umysłowym. Wymagają stałej terapii zajęciowej, która prowadzona jest m.in. w centrum miasta w Domu Dziennego Pobytu dla Osób Niepełnosprawnych przy ul. Focha.

Nasze dzieci są bezradne

Tadeusz Żyła, ojciec Krzysztofa chłopca z poważnym upośledzeniem umysłowym

Boję się o moje dziecko. Syna na razie nie spotkała żadna przykra przygoda w autobusie, ale wiem, że gdyby tak jego ktoś zostawił na innym przystanku, po prostu by sobie nie poradził. Kilka lat zajęło mi nauczenie go jak ma sobie poradzić z dotarciem do domu, a to jest raptem jedna stała trasa. Kiedy jedzie ze mną w inny rejon miasta, zupełnie nie wie, gdzie jest, nie mówiąc o tym, by sam umiał sobie poradzić z dotarciem do domu czy ośrodka.