oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Dzieci co wzięły się z nieba

W domach dziecka na terenie południowej Wielkopolski mieszka ponad 150 dzieci. Na szczęśliwe i pełne miłości życie może liczyć tylko garstka z nich.

Państwo Tomczakowie mają dwójkę dzieci biologicznych. Zawsze jednak marzyli o wielodzietnej rodzinie. Chcieli pomagać skrzywdzonym przez los maleństwom. W 1995 roku adoptowali trzyletnią dziewczynkę.

- Była straszliwie znerwicowana, z mocno zawansowaną chorobą sierocą - mówi Beata Tomczak. - Po dwóch latach przywróciliśmy jej radość życia. Sukces zachęcił nas do dalszych działań. Wtedy właśnie postanowiliśmy założyć rodzinny dom dziecka.

Zdali egzamin

Młodzi rodzice pozytywnie przeszli kwalifikacje w Ośrodku Adopcyjno-Opiekuńczym prowadzonym przez TPD w Kaliszu. Rozpoczęli też dalsze poszukiwania dzieci. - Pani Urszula Pilarska skontaktowała nas z trójką rodzeństwa z całkiem innego rejonu Polski - mówi Wirgiliusz Tomczak. - Po wielu perypetiach prawnych trwających rok, dzieci w wieku 3, 4 i 5 lat trafiły wreszcie do nas. Stworzyliśmy dla nich rodzinę zastępczą. Mieliśmy już wtedy sześcioro dzieci. Decyzję o przyjęciu kolejnych członków rodziny zawsze podejmujemy tylko i wyłącznie na podstawie dokumentacji. Dopiero później nawiązujemy bliższy kontakt. Uważamy, że tak jest najlepiej.

Choć wydaje się to niemożliwe i nieprawdopodobne, niektóre z dzieci, upodobniły się do swoich nowych rodziców. Tak bardzo, że nawet nie sposób odróżnić je do dzieci biologicznych.

Nie było łatwo

Rodzinny Dom Dziecka w Opatówku uruchomiony został we wrześniu 2002 roku. Odpowiednią uchwałę w tej sprawie podjęła Rada Powiatu Kaliskiego. Zabiegi trwały dobrych kilka lat. Początkowo nie było sprzyjającego klimatu do tworzenia tego typu placówek. Nowatorską ideę mocno poparł starosta Leszek Aleksandrzak. Starostwo pokrywa obecnie część wydatków związanych z utrzymaniem domu i wyżywieniem dzieci. Dużo pomaga też Fundacja Haliny Sroczyńskiej dostarczając regularnie soki i napoje oraz okolicznościowe paczki z okazji świąt.

Towarzystwo �Nasz Dom�, które organizuje znane w całej Polsce akcje �Pocztówka dla Świętego Mikołaja� i �Góra grosza� wspiera opatówiecką placówkę finansowo i merytorycznie. W grudniu 2002 roku w nowo otwartym Rodzinnym Domu Dziecka pojawiło się kolejne rodzeństwo - dzieci w wieku 2, 3 i 4 lat. Czteroletni chłopiec jest głęboko upośledzony. Opiekunowie muszą teraz radzić sobie z zupełnie nowymi problemami.

Zbyt mały samochód

Jedenaście osób mieszka w domu o powierzchni 200 metrów kwadratowych. Obecnie dobiega końca remont części pomieszczeń. Dzieci mogą bawić się w przydomowym ogródku, grać w piłkę na boisku. Ostatnio wszyscy pojechali na dwutygodniowe wczasy.

- Mamy mocno wysłużonego volkswagena transportera - dodaje Wirgiliusz Tomczak. - Niestety, to bardzo duże jak na jedną rodzinę auto, nie może już nas wszystkich pomieścić. Dlatego jadąc nad morze, musieliśmy wziąć drugi samochód. Gdy obcy ludzie widzą tak dużą gromadkę, przystają ze zdumienia. - Pytają mnie: Te wszystkie dzieci są pani? To niemożliwe, skąd je pani wzięła? - wspomina Beata Tomczak. - Odpowiadam im, że z nieba.

Mocno zapracowani rodzice często spotykają się z życzliwością środowiska lokalnego. Pomagają im przyjaciele, a nawet zupełnie obce osoby. Rok temu wraz z całą rodziną spędzili wspaniałe wakacje w Szwecji. Koszty pobytu pokryli przyjaciele mieszkający w Skandynawii.

Nadrobić stracony czas

Dzieci niemal każdego dnia jeżdżą do Kalisza na różne dodatkowe zajęcia. - Staramy się jak najwięcej im dać, bo wiemy, że straciły spory fragment swojego życia - mówi pani Beata. - Muszą nadrobić powstałe zaległości. Mamy piłkarza, pływaka, dwóch plastyków i dwóch muzyków. Uważamy, że każde dziecko posiada jakiś talent, tylko trzeba go odkryć. Państwo Tomczakowie marzą o jednym. Chcieliby żeby wszystkie ich dzieci znalazły swoje miejsce na ziemi. Mamy nadzieję, że to marzenie się spełni.

Urszula Pilarska - dyrektor Ośrodka Adopcyjno - Opiekuńczego w Kaliszu:

Uważam, że domy rodzinne są dużo lepsze od tradycyjnych domów dziecka. Opiekunowie przebywają przez cały czas z dziećmi, a nie tylko przez kilka godzin dziennie. Doskonale spełniają rolę mamy i taty. Często w domach takich są też dziadkowie i bacie, odgrywający niezmiernie ważną rolę w procesie wychowawczym. Dzieci mają tam kogo pokochać.