oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Szymon Szadurski, LAN - Dziennik Bałtycki 10.09.2007; dps.pl 13.09.2007)

 

Czy to możliwe, żeby dom starców izolował swoich podopiecznych od ich rodzin?! Tak twierdzi kobieta, która oddała swoją schorowaną matkę pod opiekę fundacji "Pomoc dla Rodziny". Jak wspomina, pracownicy domu seniora nie tylko nie chcieli jej wpuścić do budynku i pozwolić na widzenie z matką, ale wręcz ukrywali ją przed nią. Nie chcieli jej nawet powiedzieć, w którym ośrodku fundacji przebywa. Kobieta pół roku walczyła o "odzyskanie" matki!

Fundacja nie spłaca zaciągniętych na duże kwoty zobowiązań, nie reguluje płatności wobec byłych pracowników, a domy opieki prowadzi bez odpowiednich zezwoleń. Z tego powodu Urząd Wojewódzki przygotowuje postępowanie, mające na celu ukaranie fundacji grzywną.

Problem z kontaktami ze swoją matką miała m.in. Joanna Kojro z Pruszcza Gdańskiego, którą - ciężko chorą - oddała pod opiekę fundacji w zeszłym roku.

- To był dramat - wspomina roztrzęsiona kobieta. - Pracownicy domu seniora fundacji "Pomoc dla Rodziny" nie tylko nie chcieli mnie wpuścić do budynku i pozwolić na widzenie z mamą, ale wręcz ukrywali ją przede mną. Nie byłam nawet w stanie dowiedzieć się, w którym ośrodku fundacji przebywa. Minęło pół roku, zanim udało mi się sprowadzić mamę z powrotem do domu. W tym czasie toczyła się przed sądem sprawa o ustanowienie nad nią opiekuna prawnego, a na sali rozpraw prezes fundacji Janusz Daszuta składał niekorzystne dla mnie zeznania, m.in., że nie interesuję się mamą. Na szczęście, na nic się to nie zdało, sąd przyznał mi opiekę. Do dziś za to nie mogę odzyskać osobistych rzeczy, które kupiłam mamie kierując ją do domu seniora. Zostały rozkradzione.

Kobieta opowiada kolejne, mrożące krew w żyłach historie.

- Pensjonariusze domów seniora skarżyli się, że podawane są im jakieś leki, aby byli otępiali, śpiący i nie naprzykrzali się za bardzo opiekunom - mówi. - Jak ustaliłam, dzienna stawka żywieniowa w tych ośrodkach była bardzo niska, wynosiła zaledwie 4 zł.

Zarzuty o ukrywanie podopiecznych potwierdza inna osoba, przedsiębiorca Bogusław M., któremu fundacja zalega ponad 100 tys. zł za wynajem posiadłości przy ul. Batorego w Rumi. To właśnie on złożył w sądzie wniosek o jej upadłość.

- Gdy w czerwcu tego roku udało mi się w końcu odzyskać moją własność z rąk fundacji, jeszcze przez kilka tygodni do tej willi przyjeżdżały różne osoby i pytały się, gdzie są ich rodzice - mówi Bogusław M. - Kompletnie nie orientowały się, gdzie przeniesiono ich bliskich, bo nikt ich o tym nie zawiadomił.

Kolejną oszukaną osobą przez fundację jest Ewa Kloson, która chciała umieścić w jej ośrodku swoją niepełnosprawną matkę. Kobieta uwierzyła w reklamę domów seniora, które miały być przystosowane do opieki nad osobami niepełnosprawnymi, leżącymi i z chorobą Alzheimera. Wpłaciła więc zaliczkę na poczet przyszłego pobytu mamy w ośrodku.

- Ale, gdy przyszło co do czego, mocno się rozczarowałam - mówi Ewa Kloson. - Mama porusza się na wózku inwalidzkim, przywiozłam ją do Rumi specjalnie ze Szwecji. Tymczasem została umieszczona na drugim piętrze, w budynku, gdzie nie ma windy, ani nawet podjazdu. Wycofałam się z transakcji, zażądałam zwrotu zaliczki, jednak i z tym były wielkie kłopoty. Moja mama przeżyła wielki stres.

Zdaniem Ewy Waluk, dyrektor Wydziału Polityki Społecznej Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Gdańsku, reklamowanie się domów seniora fundacji jako obiektów przystosowanych do opieki nad osobami niepełnosprawnymi, jest niedopuszczalne. Waluk dodaje, że oba ośrodki, w Gdyni i Rumi, działają nielegalnie, bo nie zostały zarejestrowane w kierowanym przez nią wydziale, a to obowiązek.

- Przygotowujemy postępowanie, mające na celu ukaranie fundacji grzywną 10 tys. zł - mówi Mariusz Jandzio, inspektor ds. domów pomocy społecznej Wydziału Polityki Społecznej PUW w Gdańsku.

Zastrzeżenia do warunków, panujących w domach opieki w Rumi i Gdyni ma też Sanepid. Ponadto okazuje się, że fundacja, mimo złożonych przez jej członków zarządu obietnic, nadal nie spłaca swoich dłużników. Wśród nich jest Mirosława Zakrzewska, która wydzierżawiła jej 200-metrową posiadłość przy ul. Południowej w Wejherowie.

- Mam korzystny dla mnie wyrok sądu, zalegają mi 11 tys. zł - mówi kobieta. - Wielokrotnie obiecywali, że spłacą dług, ale nigdy tego nie zrobili. O tym, że należności wobec mnie są rzekomo regulowane, dowiedziałam się z wypowiedzi pana Daszuty w gazecie. Ale to kłamstwo, nie odzyskałam swoich pieniędzy.

W Okręgowym Inspektoracie Pracy w Wejherowie leży też skarga byłych pracowników fundacji. Powód: uważają, że za pracę wykonaną w domach seniora nie otrzymali należnych im pieniędzy.

Janusz Daszuta, prezes fundacji "Pomoc dla Rodziny", do tych wszystkich zarzutów nie chce się jednak odnieść. Wcześniej mówił m.in., że kłopoty kierowanej przez niego instytucji, ciągłe kontrole, kary, to sprawa polityczna, bo członek jej zarządu, Aleksander Żubrys, kojarzony jest z lewicą, będącą obecnie w opozycji zarówno w parlamencie, jak i w sejmiku województwa. Aleksander Żubrys, były wiceszef pomorskiego SLD, takie twierdzenia uważa za niedorzeczne.

- Nie chcę, aby sprawa fundacji była wiązana z moją przeszłością w SLD - mówi. - Wycofałem się już z działalności politycznej i jestem teraz zwykłym obywatelem. Poważnie zastanawiam się także nad tym, aby wycofać się z działalności w fundacji. Zwołam posiedzenie zarządu fundacji i porozmawiam z Januszem Daszutą w sposób ostateczny. Jeśli zarzuty wobec jego osoby potwierdzą się, podejmę radykalne kroki. W grę wchodzi nawet likwidacja fundacji. Niestety, z przykrością muszę stwierdzić, że poprzednie zarzuty, opisane przez prasę, po części się potwierdziły.

Zarząd instytucji jest trzyosobowy. Obok Żubrysa i Daszuty zasiada w nim także Zbigniew Rudnicki, znany, trójmiejski przedsiębiorca, współwłaściciel firmy "Renoma". O likwidacji fundacji zadecydować można więc nawet przy sprzeciwie Janusza Daszuty.

- To nie jest normalne, że o takich faktach, jak choćby złożenie wniosku o upadłość, dowiaduję się nie od pana Daszuty, lecz dziennikarzy - kończy Aleksander Żubrys.

- 1,6 tys. zł - nawet tyle kosztuje najbliższych miesięczny pobyt ich rodzica w domu seniora fundacji "Pomoc dla Rodziny".