oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Małgorzata Goślińska - Gazeta Wyborcza 17.07.2007/25.07.2007; dps.pl 26.07.2007)

 

Pan utrzyma pana

W Polsce mężczyzna może żyć z mężczyzną. Ale tylko wtedy, gdy Polska może na tym zaoszczędzić


Magdalena Środa: Gdy pojawia się okazja do zaoszczędzenia, to okazuje się, że mężczyzna może żyć z mężczyzną


W ośrodku Pomocy Społecznej w Chorzowie zalągł się zgniły liberalizm. Jego dyrektorka uznała dwóch mieszkających ze sobą mężczyzn za związek partnerski.Odrzuciła prośbę o pomoc jednego z nich, mnożąc uzasadnienia: "Zamieszkują panowie wspólnie..."; "Do tej pory wspólnie ubiegali się panowie o przyznanie świadczeń..."; "Nie posiadając żadnego własnego dochodu, pozostawał pan na wyłącznym utrzymaniu pana Piotra Wrońskiego..." i tym podobne.

Tomasz Bąk poprosił o przyznanie ubezpieczenia i zasiłku stałego.

- Żeby przyznać wsparcie, musimy ustalić sytuację materialną wnioskującego - tłumaczy dyrektor ośrodka Bożena Antończyk. -Pan Bąk nas nie przekonał, że ma własne źródło utrzymania. Musi więc dostarczyć nam zaświadczenie o dochodach pana Wrońskiego, ponieważ panowie prowadzą wspólne gospodarstwo domowe.

Para od mikołaja

Tomasz i Piotr wynajęli mieszkanie trzy lata temu. Wcześniej pomieszkiwali u znajomych. Piotr ma 33 lata, Tomasz jest sześć lat młodszy. Dobrze pamięta, że poznali się 6 grudnia 2002 roku. - Bo to był mikołaj - śmieje się. Już wtedy chorował.

Oficyna kamienicy, brama w samym rogu. Jest upalne przedpołudnie. Mieszkanie na parterze przesiąknięte grzybem, mroczno. Okna wychodzą na mur. Tomasz zapala światło. Zimą koza w kącie ogrzewa całe mieszkanie: pokój, kuchnię i wykrojoną z niej łazienkę. Jedynym luksusem jest komputer z internetem. Siedzimy przy ławie, nad którą suszy się pranie. Piotr akurat w pracy, jest sprzedawcą, po maturze. Tomasz nawet nie skończył średniej. Przerwał technikum chemiczne, gdy zaczęły się problemy ze zdrowiem. W zeszłym roku pojechał na budowę do Anglii. Wytrzymał trzy miesiące. -Mało brakowało i bym się przekręcił - mówi.

Pogorszyło mu się tak bardzo, że w styczniu komisja lekarska orzekła u niego znaczny stopień niepełnosprawności. Wczoraj skończyło mu się ubezpieczenie z urzędu pracy. Jako całkowicie niezdolny do pracy został z urzędu wyrejestrowany.

Będzie się starać o rentę socjalną, ale to potrwa.

Póki leży z gorączką w domu, to Piotr się nim opiekuje. Ugotuje, upierze. Nigdzie nie wychodzą, bo za co? W każdej chwili Tomasz może wylądować w szpitalu. Jeśli nie na zapalenie płuc, to z niedowładem kończyn.

W ośrodku pomocy poradzili Tomaszowi, że mogą go ubezpieczyć rodzice. Mają nawet taki prawny obowiązek. Ojca dawno nie widział, mieszka daleko. Mama na wózku inwalidzkim, na garnuszku ojczyma. Leki Tomasza są drogie. - Nigdy nie chciałem na nikim wisieć -powtarza co chwilę.

Piotr mógłby go ubezpieczyć dobrowolnie, czyli płacić około 250 zł miesięcznie. Nie stać go na to.

Wspólny węgiel, wspólny piec

Starając się o ubezpieczenie, Tomasz przeszedł przez wszystkie szczeble pomocy społecznej. Od pracownika socjalnego, przez wydział ds. świadczeń, po dyrektorkę ośrodka. I wszyscy, odrzucając jego wniosek, powoływali się na punkt 14 artykułu 8 ustawy o pomocy społecznej, że obaj są rodziną. "Rodzina -osoby spokrewnione lub niespokrewnione pozostające w faktycznym związku, wspólnie zamieszkujące i gospodarujące". - O co chodzi z tym wspólnym gospodarstwem? - pytam pracowników ośrodka, nie wyjaśniając, w czyjej przychodzę sprawie. -Oczywiście, że o rodzinę! A jak może być inaczej? -odpowiadają.

Dyrektorka Antończyk przytacza uzasadnienie Sądu Najwyższego: "Ocena, czy osoba pozostaje we wspólnym gospodarstwie domowym, zależy od okoliczności konkretnego przypadku".

Cechami charakterystycznymi wspólnego gospodarstwa może być udział i wzajemna ścisła współpraca w załatwianiu codziennych spraw, w przypadku braku pracy pozostawanie na całkowitym lub częściowym utrzymaniu osoby, z którą się prowadzi dom. A wszystko to dodatkowo uzupełnione"cechami stałości, które tego typu sytuację charakteryzują".

Tomasz i Piotr wspólnie starali się w ośrodku o węgiel. Dla dyrektorki to jest "przyznanie się do winy".

Chociaż dodaje, że rzeczywiście nie da się korzystać osobno z jednego pieca.

Ale ma cięższe dowody "wspólności mężczyzn", np. mały metraż mieszkania oraz to, że składa się z jednego pokoju (że w pokoju stoi tylko jedno łóżko -nie dodaje). Za to w urzędowym piśmie do Tomasza wyciąga następujące wnioski z wywiadów środowiskowych: "Swobodnie korzystał pan z całości mieszkania oraz ze sprzętu gospodarstwa domowego. Nie występują konflikty pomiędzy panem a panem Wrońskim (np. przemoc, nadużywanie alkoholu itp.). Jest pan bardzo dobrze zorientowany w sytuacji pana Wrońskiego, znane są panu fakty dotyczące jego sytuacji zawodowej i rodzinnej". - Właściwie dzięki niechęci do pomocy poparła pani prawo dwóch gejów do wspólnego życia - zauważam. - Nie interesuje mnie, jakie relacje są między panami. Wspólne gospodarstwo mogą prowadzić nawet osoby sobie obce - ucina Antończyk.

Chytre państwo

- Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można w ogóle stwierdzić, co łączy ludzi. Przecież dużo o nas wiedzą koledzy z pracy. I co, też tworzymy wspólne gospodarstwa? Bo się nie bijemy? - pyta prezes Fundacji Równości Tomasz Bączkowski.

Ale z drugiej strony się cieszy. Bo w chorzowskim ośrodku pomocy zdarzył się precedens na skalę krajową. - Usankcjonowano związek homoseksualny - mówi.

Magdalena Środa, była pełnomocniczka ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, nazywa sprawę hipokryzją. -Gdyby ci panowie dopominali się o jakieś przywileje z racji tego, że razem mieszkają, to by ich odprawiono z kwitkiem, bo oficjalnie nie ma związków między mężczyznami. Państwo ich nie respektuje, wspierając się doktryną moralną. Ale państwo jest też chytre. Przywilejów odmawia, ale obowiązki nakłada. Gdy pojawia się okazja do zaoszczędzenia, to mężczyzna może być z mężczyzną.

Tomasz i Piotr figurują razem w umowie najmu mieszkania. W chorzowskim magistracie ubiegali się o dodatek do czynszu. -Kazano nam złożyć osobne wnioski. Piotrowi zawsze przyznają, bo ma dochody. Ze mną jest różnie. Wtedy urzędnicy nie pytają, czy Piotr mnie utrzymuje. Nie jesteście rodziną, zaznaczają. A teraz na siłę tworzy się z nas rodzinę, żeby nie pomóc.

Zmieniłam nazwiska Tomasz i Piotra


Pomoc społeczna: geje mogą się rozwodzić

Żeby dostać zasiłek, Grzegorz musi udowodnić pracownikom socjalnym, że chce się rozwieść ze swoim współlokatorem

Grzegorz - w pierwszym artykule nazwaliśmy go Tomaszem, ale w telewizji, która podjęła nasz temat, mężczyzna odważył się pokazać twarz i przedstawić z imienia - walczy o ubezpieczenie zdrowotne w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej w Chorzowie. Nie może pracować, bo jest w znacznym stopniu niepełnosprawny. Czeka na przyznanie renty socjalnej, ale w każdej chwili może wylądować w szpitalu z niedowładem kończyn, zapaleniem płuc, nieprzytomny.

Ośrodek Pomocy Społecznej odmówił, bo Grzegorz mieszka w ciasnym mieszkaniu, gdzie jest tylko jedno łóżko, ze współlokatorem. Urzędnicy stwierdzili, że skoro panowie prowadzą wspólne gospodarstwo, to powinni się o siebie troszczyć. Zażądali od kolegi Grzegorza zaświadczenia o zarobkach. Na tej podstawie chcieli obliczyć dochód tej "rodziny". Mężczyzna odmówił, twierdząc, że utrzymuje się sam. Ośrodek odrzucił więc prośbę Grzegorza o ubezpieczenie.

Bożena Antończyk, dyrektorka chorzowskiego MOPS-u, tłumaczyła nam, że nawet osoby sobie obce mogą tworzyć rodzinę. Wystarczy, że wspólnie zamieszkują i gospodarują.

- Na siłę tworzy się z nas związek, żeby tylko mi nie pomóc - żalił się nam Grzegorz. Tymczasem gdy trafia do szpitala nieprzytomny, lekarze odmawiają jego partnerowi informacji. Mówią: "nie jesteście rodziną".

Dlatego tydzień temu - po decyzji MOPS-u - napisaliśmy, że w Chorzowie zdarzył się precedens na skalę krajową: usankcjonowano związek homoseksualny. A dyrektorka Antończyk wciąż przekonuje: - Nie interesuje mnie, jakie relacje są między panami.

Dlaczego więc napisała, że odrzuca wniosek Grzegorza, bo panowie żyją zgodnie?

Grzegorz odwołał się od tej decyzji. Pracownik socjalny kazał mu wypełnić druczek, w którym, aby uzyskać pomoc, trzeba dowieść, że jest się w konflikcie ze współlokatorem. Dowodami są interwencja policji albo wystąpienie o rozwód, chociaż w Polsce nie ma małżeństw osób tej samej płci. - Będę walczył, choćbym miał pójść do Strasburga - mówi Grzegorz. Ma wsparcie. Internauci związani z portalem mniejszości seksualnych gejowo.pl zrzucają się na rzecz pary z Chorzowa. W akcję włączają się geje z Niemiec, Austrii, Wielkiej Brytanii. Na razie uzbierali 370 zł. Michał Hucał, prezes Towarzystwa Ekonomicznego na rzecz Gejów i Lesbijek, zaoferował, że będzie opłacać ubezpieczenie zdrowotne Grzegorza, aż ten dostanie rentę.

Tymczasem Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w pełni poparło dyrektorkę chorzowskiego ośrodka. Sama Antończyk natomiast w długiej odpowiedzi na nasz artykuł przyznała, że może się on "przyczynić do rozważenia przez ustawodawcę niektórych zapisów ustaw: o pomocy społecznej, dodatkach mieszkaniowych, świadczeniach rodzinnych i zaliczkach alimentacyjnych, w szczególności w zakresie definicji ustawowych i ich ujednoliceniu. Spraw kontrowersyjnych, budzących niepewność decyzyjną jest coraz więcej, a przepisy, które często nie są spójne, powodują, że pracownik socjalny w coraz większym stopniu jest narażony na krytykę wynikającą z nieczytelnych i niejasnych zapisów ustawowych".