oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Białystok: Horror inwalidów trwa

(aut. Bartłomiej Pietuch, Gazeta Wyborcza 7.06.2006; dps.pl 14.06.2006)

Nastoletni chuligani z Żelaznej znów dręczą mieszkających tam inwalidów. Pół roku był spokój. Teraz grożą im śmiercią, lżą, walą kijami w parapety, rzucają kamieniami w drzwi.

Koszmar niepełnosprawnych powrócił kilka dni temu.

Noce na stołku

- Jakaś nowa banda wyrostków zgotowała nam wtedy noc wyzwisk pod oknami - opowiada Marek Kulikowski, jeden z inwalidów. - Mieszkamy w bloku na parterze, a oni nie dają nam spać, walą kijami po parapetach i sypią wyzwiskami: "Zabijemy Was wy h..., a policja może pocałować nas w d... - słyszymy regularnie co noc od kilku dni. Dzwoniliśmy od sąsiadów na policję, ale zanim przyjechał radiowóz, bandyci zniknęli między pobliskimi garażami lub pochowali się w krzakach rosnących wzdłuż bloku.

Stanisław Cylwik, drugi z niepełnosprawnych, niedowidzi, choruje na nadciśnienie. Ze strachu przed chuliganami dwa dni przespał skulony na stołku, bo bał się położyć do łóżka. Nie wychodzi z domu po zakupy, boi się pobicia. Po jednym z ostatnich nocnych ataków dostał krwotoku z nosa.

- Doprowadzili już mnie do takiego stanu, że chciałem gaz odkręcić i skończyć ze sobą. Chyba dłużej nie wytrzymam - kręci głową zrezygnowany. - Nie znam dnia ani godziny, kiedy znów przyjdą mnie nękać.

W środę chuligani dali o sobie znać o pierwszej w nocy. Kulikowski wyciąga spod wanny kilka kamieni wielkości pięści, którymi obrzucono drzwi do mieszkania. Na drzwiach pozostały ślady po uderzeniach. Niesprawny domofon - celowo zepsuty przez chuliganów - nie chroni już dostępu do klatki.

- Policja była? - pytamy.

- Była - mówi pan Marek. - Ale nawet z samochodu nie wysiedli, tylko poświecili latarką i pojechali. - Niech ktoś nam pomoże, chcemy tylko spokojnie żyć.

Biją nie pierwszy raz

To nie pierwsze kłopoty mieszkających w bloku przy Żelaznej inwalidów. Pierwsze zaczęły się ponad rok temu. Wtedy do naszej redakcji przyszedł Marek Kulikowski i opowiedział, jak nękają go nastoletni zwyrodnialcy z sąsiedztwa, zakłócając spokój w nocy, krzycząc pod oknami, kopiąc w drzwi i wygrażając. Drugiego niepełnosprawnego - Stanisława Cylwika - raz nawet pobili.

Po naszej interwencji policja ustaliła dane sprawców i po kilku zdecydowanych rozmowach z chuliganami zajścia ustały.

Spokój trwał pół roku, po czym bandyci znów dali znać o sobie. Ponownie zaczęły się wyzwiska, straszenie, groźby i walenie kamieniami w okna. Stłuczoną szybę inwalidzi musieli wymienić, co kosztowało 380 złotych, tyle, ile wynosi renta jednego z nich. Na wymianę zniszczonego przez bandytów domofonu już nie starczyło. Sprawą zainteresował się wtedy były komendant pierwszego komisariatu Piotr Rudnicki, który obiecał problem załatwić raz na zawsze.

- Rzeczywiście patrol policji przejeżdżał Żelazną kilka razy dziennie i było spokojnie - mówi Kulikowski. - Regularnie zaglądał też do nas dzielnicowy. Przyszedł ktoś z ośrodka pomocy społecznej, powiadomiony przez komendanta.

Sąsiadka inwalidów, pani Helena, opowiada, że jak policja częściej jeździła Żelazną, to był spokój:

- Teraz znów męczą tych biedaków, a przy okazji nas wszystkich. Robią to chyba dla draki. Lub z nudów. Jak tak dalej będzie, to wszyscy pomrzemy ze strachu. Jakby policja ich w końcu złapała, to wielu z nas poświadczy w sądzie, co widziało i słyszało, ja na pewno.

Znikąd pomocy

Co na to policja?

- Dzielnicowy jest z nimi w stałym kontakcie - mówi rzecznik prasowy policji Marta Rodzik i przyznaje, że sprawę inwalidów zna. - Na każde wezwanie wysyłamy tam patrol, ale przecież nie postawimy na stałe radiowozu pod blokiem, bo po prostu nie możemy.

Zdaniem pani rzecznik inwalidzi są po części sami sobie winni, bo nie przyjęli pomocy od miejskiego ośrodka pomocy społecznej i nie chcą zgłosić nękania do prokuratury, dzięki czemu po złapaniu winnych można by postawić ich przed sądem.

- To nieprawda - odpowiada Kulikowski. - Pracownik ośrodka pomocy przyszedł, popatrzył i poszedł. Stwierdził, że mają gorsze przypadki. A zgłoszenie do prokuratury złożyliśmy w poniedziałek, tylko po co, skoro policja zawsze przyjeżdża spóźniona, kiedy chuligani dawno uciekną.

- Przyjeżdżamy najszybciej, jak potrafimy - zapewnia rzecznik. - Sprawców postaramy się jak najszybciej złapać.

Policja od co najmniej roku obiecuje, że sprawę raz na zawsze rozwiąże, ale bandyci wciąż grają stróżom prawa na nosie. Mało tego, policja ma w ręku wszystkie atuty: zgłoszenie zajść do prokuratury, zgodę sąsiadów na zeznania w sądzie, do tego wyszkolonych funkcjonariuszy i nowoczesny sprzęt. Nic, tylko działać. A jakoś się nie udaje złapać wyrostków. Jak tak dalej pójdzie, to chyba wspólnie z kolegami zaczaimy się pod klatką maltretowanych inwalidów i chuliganów ujmiemy. Tylko po co nam wtedy policja?