oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Dyrektor i wychowawczyni domu dziecka w Chmielowicach nie przyznały się w poniedziałek przed sądem do znęcania się nad wychowankami, co zarzuca im prokuratura

Na ławie oskarżonych sądu rejonowego zasiadły wczoraj: 45-letnia Krystyna D., była dyrektor domu dziecka, oraz 38-letnia Mariola C., wychowawczyni.

Prokurator zarzuciła kobietom fizyczne i psychiczne znęcanie się nad wychowankami. Ani D., ani C. nie przyznały się do winy, podtrzymały wyjaśnienia złożone w prokuraturze i odmówiły odpowiedzi na pytania. - Nie jest prawdą, że biłam i kopałam. Raz tylko uderzyłam ręką w tyłek. Nikomu nie groziłam wywiezieniem do innej placówki - tłumaczyła D. - Jestem przekonana, że dziećmi ktoś sterował. One nie są święte.

- Wykonywałam rzetelnie swoje obowiązki. Zależy mi na tym, aby dzieci rzetelnie wypełniały obowiązek szkolny - mówiła C. - Nie słyszałam, aby dyrektor znęcała się nad dziećmi - broniła przełożonej.

Przypomnijmy, że wg opolskiej prokuratury do znęcania miało dochodzić od 1998 r. (wówczas D. została dyrektorką) do marca 2002 r. O tym, co dzieje się w placówce, wychowankowie powiadomili pracowników wydziału polityki społecznej urzędu wojewódzkiego. Wszczęto kontrolę, która potwierdziła zarzuty, a następnie sprawę skierowano do prokuratury.

Dyrektorka miała m.in.: wyśmiewać ich wady i ułomności, obrażać i grozić przeniesieniem do innej placówki. Ponadto biła je po głowie i całym ciele, szarpała za włosy, zmuszała do sprzątania, odmawiając podania obiadu i wprowadzała atmosferę terroru.

Za przypadkowe zrzucenie doniczki z kwiatem potrafiła bić winnego deską z łóżka, za zniszczenie mopa dzieci obrywały rurą od odkurzacza, a za samowolne wyjście do sklepu kablem. O podopiecznych miała mówić: "Kryśka to k... i dziwka i daje chłopakom d..."

Mariola C. miała wg oskarżenia wyzywać dzieci od debilów, imbecyli, tumanów... Groziła pobiciem, a nawet zabiciem.

D. chciała utajnienia rozprawy, ale sąd się na to nie zgodził. Z takiej decyzji zadowoleni byli poszkodowani, którzy w sprawie są oskarżycielami posiłkowymi. - Myślę, że za zamkniętymi drzwiami mielibyśmy mniejsze szanse na wygranie - mówił Tomasz Ł. - Mamy nadzieję, że inni, którzy mają podobne problemy, zobaczą, jak mogą sobie poradzić - dodał Rafał Ł.

Następną rozprawę, na której przesłuchiwani będą pierwsi z ponad 50 świadków, zaplanowano na 30 maja.