oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Pracownicy popierają podsłuch...

Dyrektor internatu w Pucku podsłuchiwała wychowanków

Rywin z Michnikiem to nic w porównaniu z tym, co się dzieje w naszej szkole - relacjonują nauczyciele ze Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla dzieci opóźnionych w rozwoju w Pucku.

- Nasz podsłuch będzie sławniejszy niż magnetofon Michnika.

Podsłuch, o którym mówią nauczyciele, dyrektor ośrodka Aleksandra Kuchnowska zamontowała w pokoju wychowanków. Uczyniła to bez ich wiedzy. Ukryła urządzenie za maskotką - pluszową kaczką. Dzięki niemu wychowawca dyżurujący w internacie wiedział, co się dzieje nocą u chłopców.

- To nie był podsłuch, tylko nasłuch - mówi dyrektor Kuchnowska. - Zrobiłam to dla dobra dziecka. By nie dopuścić do zrobienia mu krzywdy.

Mimo to część nauczycieli zaprotestowała przeciw inwigilacji wychowanków. Lokalni radni Platformy Obywatelskiej wysłali pisma do starosty, prokuratora i kuratorium, w których poinformowali o popełnieniu przestępstwa w ośrodku. Sprawa zbiegła się z ogłoszeniem wyników konkursu na dyrektora placówki. - Poinformowaliśmy Artura Jabłońskiego, starostę powiatu puckiego, o założeniu podsłuchu w internacie - mówi radny Roman Czerwiński z Komisji Oświaty. - A jednak pani Kuchnowska wygrała konkurs.

Pokój w internacie Specjalnego Ośrodka Szkolno - Wychowawczego w Pucku. Sześć identycznych łóżek, kolorowy szlaczek na ścianie, maskotki na półkach. Dyrektor Aleksandra Kuchnowska staje na palcach i ściąga z półki pluszowego kaczorka. - Tu był mikrofon - mówi.

Przerwa, na korytarzu kłębią się dzieci. W ośrodku uczy się 69 wychowanków w wieku od 8 do 19 lat. W internacie mieszka 25 osób. Wszystkie z upośledzeniem umysłowym. Są ciekawe gości, serdeczne, zaczepiają dziennikarzy.

Bomba wybuchła przed tygodniem na posiedzeniu rady pedagogicznej. Rada zebrała się tuż przed ogłoszeniem wyników konkursu na dyrektora. Startowały w nim pełniąca dyrektorskie obowiązki od września ub.r. Aleksandra Kuchnowska i jedna z nauczycielek, Ludwika Selke, której kandydaturę odrzucono "ze względów formalnych" - zbyt późno zgłosiła się do konkursu.

- Podczas zebrania jedna z wychowawczyń usiłowała dowiedzieć się czegoś o podsłuchu - mówi nauczycielka, Bogumiła Lasin. - Dyrektorka unikała przez dziesięć minut odpowiedzi, w końcu usłyszeliśmy potwierdzenie: podsłuch został założony "ze względu na problemy seksualne osób upośledzonych". Bardzo mnie to wzburzyło. To postępowanie niezgodne z zasadami pedagogiki i psychologii, niedopuszczalne z punktu widzenia kodeksu karnego i nieetyczne ze względu na prawa dziecka.

Nauczyciele się podzielili. Część uznała, że pani dyrektor przekroczyła swe uprawnienia, zaś do kontroli dzieci są wychowawcy, a nie ukryte mikrofony. Niektórzy nawet sugerowali, że to początek i niedługo "pluskwy" pojawią się w każdej klasie. Zbulwersowało ich żądanie zachowania tajemnicy. O podsłuchu poinformowali radnych Platformy Obywatelskiej.

- Źle się stało, że sprawa została nagłośniona - mówi zrezygnowana Aleksandra Kuchnowska. - Jeśli będzie trzeba, poniosę karę.

Dyrektor tłumaczy, co się stało. Igor, sierota, trafił do pokoju zajmowanego przez pięciu dorastających chłopców. Zaburzył relacje w grupie, zdetronizował kierującego pokojem Konrada. Ten zaś w połowie ferii oskarżył Igora o "złe zachowanie". Mogła od razu wyrzucić Igora, ale czy nie zrobiłaby mu krzywdy? Czekać też nie mogła...

- Nasze dzieci są specyficzne - twierdzi Justyna Thiel, która stanęła po stronie dyrektorki. - Nie zawsze to, co mówią, dzieje się naprawdę. Trzeba było sprawdzić podejrzenia.

- Inaczej oskarżono by mnie o zaniechanie - mówi pani dyrektor. - Znam przypadek upośledzonej, zgwałconej dziewczynki, której krzywda nie została ukarana. Dzięki nasłuchowi mogliśmy zapobiec nieszczęściu. Okazało się, że Konrad fantazjował - Igor zaraz po zgaszeniu światła zasypiał jak aniołek. Urządzenie zdjęto po dwóch dniach.

Źródło