oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

Specjalna troska

Ojciec 21-letniego Sebastiana Popławskiego przyszedł do naszej redakcji. Sebastian chodzi na warsztaty przy ul. Francuskiej 29 w Katowicach, zdobył wiele nagród w konkursach plastycznych. Aniołka wykonanego z ceramiki wysłał nawet Jolancie Kwaśniewskiej. Pani prezydentowa odpisała na list, dodając, że aniołek stoi w jej pokoju.

Pożyczone krzesła

- Warsztaty działają tam od czterech miesięcy, ale sytuacja jest trudna. My malujemy pokoje, tam nawet krzesła są pożyczone - mówi Stanisław Popławski. - A przecież jak firmy wymieniają sprzęt, to może któraś przekazałaby nam ten stary?

Wychowawcy proszą o wszystko: stoliki, regały, krzesła. Dzisiaj ojcowie sami malują pracownie, a mamy podrzucają wędliny czy ser na kanapki.

Rodzice pomagają jak mogą. Jak dzieci pieką, gotują albo przygotowują kanapki, to przynoszą z domu produkty. Ojcowie robią drobne naprawy, mamy sprzątają. - Rodzice też mają niestety, trudną sytuację, większość utrzymuje się z renty - mówi Stanisław Popławski.

W pomieszczeniach są stoliki i regały przekazane przez biblioteki, jeden ze sklepów podarował farby. Gdy dzieci wyjechały w góry, miejscowy gospodarz przyniósł im cały worek mąki.

Muszą mieć zawód

Uczestnicy warsztatów mają od 18 do 34 lat. Codziennie grupa około 20 osób przebywa na warsztatach terapeutycznych. Wszyscy z upośledzeniem umiarkowanym. Skończyli szkoły specjalne, ale nie mogą uczestniczyć w warsztatach terapii zajęciowej, gdzie pracuje się z dziećmi głęboko upośledzonymi. Nie trafiają też do zawodowych szkół specjalnych, gdzie uczą się dzieci z upośledzeniem lekkim.

- Można powiedzieć, że są w zawieszeniu. Po skończeniu szkoły nie mają szans na znalezienie pracy, ale nie biorą też udziału w warsztatach terapii zajęciowej. Tymczasem trzeba z nimi pracować, żeby nie zapomnieli tego, czego wcześniej się nauczyli. Oni nie mogą siedzieć bezczynnie w domu. Dzisiaj 30 procent absolwentów podstawowych szkół specjalnych ma właśnie upośledzenie umiarkowane - wyjaśnia Sylwia Lich, prowadząca zajęcia z rysunku i ceramiki. - Chcemy, by wyspecjalizowali się w określonym zawodzie, na przykład ceramika. Mogliby pracować na stanowiskach chronionych.

Teraz olimpiada

Warsztaty wraz z pracownią rehabilitacyjną prowadzi Stowarzyszenie Wspomagania Twórczości i Rozwoju Osób Niepełnosprawnych "Unikat". Młodzież ma zajęcia w pracowniach: komputerowej, rysunku, rękodzieła, fotograficznej, grafiki. Młodzi ćwiczą czytanie i pisanie, uczą się podliczać rachunki, załatwiać sprawy na poczcie. Rodzice korzystają też z darmowej pomocy prawnej i socjalnej, bo czasami nie wiedzą, jak załatwić urzędową sprawę.

Pracownia rehabilitacyjna i warsztaty terapeutyczne są finansowane przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej i PFRON. Pieniądze wystarczają na zapłatę za czynsz, media, pensje dla wychowawców, zakup materiałów na zajęcia. Nie ma na remonty, meble, wyjazdy dzieci na konkursy. Tymczasem młodzież ma niesamowite zdolności, ich prace trafiają na wystawy.

- Teraz chcemy wysłać sześć osób od nas na olimpiadę do Konina. Prace będą oceniane w trzech kategoriach: rysunek, ceramika i haft. Ale koszt wyjazdu jednej osoby to 250 złotych - wylicza Sylwia Lich. - Staramy się teraz zebrać tę sumę.

Prace uczestników terapii znalazły się w specjalnym katalogu. Można go było wydać dzięki dotacji z Fundacji Batorego. - Prosimy o każdą pomoc, bo przyda się naprawdę wszystko. Jak startowaliśmy 10 lat temu z pracownią przy ul. Kotlarza, to mieszkańcy przychodzili do nas nawet z pojedynczymi krzesłami - opowiada Sylwia Lich.