oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Aleksandra Rudź - Gazeta Wyborcza 4.12.2007; dps.pl 5.12.2007)


Dziś Międzynarodowy Dzień Wolontariatu. To święto prawie siedmiu milionów Polaków, którzy bezinteresownie pomagają innym. Jedna z nich to białostoczanka, pani Władysława, jest wolontariuszką już dziewięć lat.
Wolontariusze poświęcają swój czas i serce, żeby pomagać biednym, chorym, potrzebującym. A tych, którzy czekają na przychylny gest i życzliwość, jest mnóstwo. To dzieci w domach dziecka, osoby umierające w hospicjach, bezdomni. Wolontariuszem może zostać każdy, niepotrzebne jest doświadczenie czy specjalne kwalifikacje. Wystarczy chęć, empatia i trochę wolnego czasu.

Pani Władysława od dziewięciu lat jest wolontariuszką w domu dla bezdomnych przy białostockim Caritasie. Chce pozostać anonimowa, bo obawia się, że ktoś potraktuje to jako autoreklamę czy przechwalanie się.

Aleksandra Rudź: Kim na co dzień jest pani Władzia?

pani Władysława: Jestem matką i babcią pięciorga wnuków. Mam 68 lat, od ośmiu jestem na emeryturze, ale nadal pracuję jako technik-analityk w laboratorium. Lubię czytać, zajmować się domem, rodziną.

Jak zaczęła się pani przygoda z wolontariatem?

- Po śmierci męża, dziewięć lat temu, poczułam się samotna. Chciałam wypełnić czas, robiąc coś dobrego. I tak zaczęłam chodzić do domu dla bezdomnych. W dzień była praca, rodzina, a noc była dla mnie, bo wtedy brałam dyżury. Na początku bałam się, nie znałam środowiska bezdomnych. Zapadł mi w pamięci pierwszy dyżur. Zgłosił się wtedy 23-letni chłopak, Sławek, ze skierowaniem na nocleg. Poprosił, żebym pomogła mu, bo chciałby tu zamieszkać. Porozmawiałam z kierownikiem i się zgodził. Sławek dziękował ze łzami w oczach. Teraz jest porządnym człowiekiem. Do dziś co sobotę wpada do mnie na śniadanie. Córki śmieją się, żebym chociaż z domu nie zrobiła Caritasu. W pracy mam zawsze coś do jedzenia, bo odwiedzają mnie często moi podopieczni.

Jaka jest recepta, żeby przez lata pomagać innym?

- Trzeba przede wszystkim chcieć pomagać, mieć otwarte serce, a wolny czas zawsze się znajdzie. Wolontariat to przede wszystkim przekonanie, że warto poświęcać się dla innych, że to ma sens. Nie ma piękniejszej zapłaty niż ludzka wdzięczność. Należy jednak liczyć się z tym, że nie wszyscy będą wdzięczni, nie każdy podziękuje. Kilka razy zdarzyło się, że słyszałam nawet bardzo przykre słowa, wyzwiska, ale przyjmuję je z pokorą i nie zniechęcam się. Bezdomni to nie są źli ludzie, potrzebują bliskości, rozmów i troski. Jeśli im się to okaże, otwierają się i są naprawdę serdeczni. Pomaganie innym daje mi ogromną radość, nawet jeśli nie uda się ich sprowadzić na dobrą drogę. Czasami jestem zmęczona, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby zrezygnować, no, chyba że sił mi zabraknie. Zrosłam się z domem dla bezdomnych i z jego mieszkańcami. Zastanawiam się teraz, czy nie zacząć chodzić jako wolontariuszka do hospicjum.