oprogramowanie komputerowe arisco reklama: PRODUCENT OBUWIA PROFILAKTYCZNEGO WAŁĘSA & PALUCH s.c.

Domy Prawo O DPS, Kontakt

wstecz

(aut. Monika Rosmanowska - Gazeta Wyborcza 19.10.2007; dps.pl 23.10.2007)

 

- W Polsce dobro jest najczęściej traktowane jak coś podejrzanego i niezwykłego. Dlaczego co chwilę gdzieś słyszę: to musi być jakiś przekręt, bo komu by się chciało po prostu robić takie rzeczy? - mówi Anna Dymna.

Popularna aktorka w środę wraz z teatrem Radwanek uczestniczyła w II Kieleckich Prezentacjach Teatralno-Muzycznych "Miłość jest początkiem wszystkiego".

Monika Rosmanowska: Co jest większą sztuką - bycie aktorką czy pomaganie innym?

Anna Dymna: To wszystko się łączy. Nie jest tak, że inna Dymna uprawia aktorstwo, a inna pomaga. U mnie wszystko się łączy i jedno wypływa z drugiego. To, że mam taki zawód, pomaga mi w kontaktach z ludźmi. Przecież aktorstwo polega dokładnie na tym, żeby starać się zrozumieć drugiego człowieka. Zawód ten uprawiam właśnie w jego obronie. A że mama od dzieciństwa powtarzała mi, że człowiek jest dobry, a jedynie czasem nieszczęśliwy, więc ja nic innego nie robię, tylko to badam.

MR: Swoich podopiecznych wciągnęła Pani w teatr. To dla nich najlepsza terapia?

AD: - Teatr porządkuje tym ludziom świat. Na scenie czują się docenieni, potrzebni. Są szczęśliwi, gdy mogą się przydać. Na scenie działają na rzecz drugiego człowieka. Z tymi ludźmi pracuję już siedem lat i widzę, jak to na nich działa, a działa jak lekarstwo.

MR: Mocno angażuje się Pani w integrację niepełnosprawnych i pełnosprawnych. Ale czy nie jest to walka z wiatrakami, czy polskie społeczeństwo jest na taką integrację gotowe?

AD: - To trudny problem. Normalnie, co jest naturalnym odruchem, odwracamy się od nieszczęścia. Chcemy być młodzi, piękni, bogaci. Nie chcemy myśleć o śmierci, kalectwie. Z różnych przyczyn ludzie jednak zaczynają się tym interesować. Poza tym niepełnosprawni są lekiem na nasze depresje. Oni mają w sobie tak dużo radości, cieszą się każdą chwilą. Może to jest straszne, co mówię, ale są ludzie wybrani do cierpienia, ale też do tego, żeby budzić w nas radość, żeby uruchamiać w nas dobro. A że jestem osobą publiczną, to dużo łatwiej jest mi otwierać niektóre drzwi. Wiem, że nie zbawię świata, że nie pomogę wszystkim, ale może się komuś na coś przydam.

MR: Mówi Pani, że jako osobie publicznej łatwiej jest Pani otwierać pewne drzwi. Ale niewiele publicznych osób decyduje się pomagać innym. Mało tego, ludzie często nie rozumieją tego, co Pani robi. Mówią, że robi to Pani dla kreacji własnego wizerunku, że to fanaberia starzejącej się aktorki.

AD: - Pomawiają mnie o to, że się starzeję, że nie mam co robić, że tylko udaję przed kamerami dobrą. Nie dbam o to. Robię swoje! Niestety, w Polsce dobro jest najczęściej traktowane jak coś podejrzanego i niezwykłego. Dlaczego nie mogę robić po prostu czegoś, by pomóc innemu człowiekowi, tylko się muszę z tego od świtu do nocy tłumaczyć? Dlaczego co chwilę gdzieś słyszę: to musi być jakiś przekręt, bo komu by się chciało po prostu robić takie rzeczy? Powinni mnie zlustrować i pozwolić mi działać. Czasem przyjaciele pytają mnie, po co ja to wszystko robię? Mogłam się nie angażować i mieć święty spokój. I rzeczywiście - często wydaje mi się, że to syzyfowa praca. Ale mam siłę, muszę mieć. I mimo zmęczenia te działania dają mi radość, siłę i czynią moje życie pięknym. I nigdy nie powiem: przepraszam i dziękuję państwu. Nie mogę! Moi podopieczni na mnie liczą i nigdy ich nie zostawię. Wiem, jaka to ogromna odpowiedzialność.