oprogramowanie komputerowe arisco

Domy Prawo O DPS, Kontakt

Małymi kroczkami do przodu - ŚDS w Pewli Wielkiej

wstecz

(aut. Ewelina Lach - www.super-nowa.pl 13.07.2009; dps.pl 22.07.2009)

 

 

Są młodzi, dorośli, pełni energii i chęci do poznania świata. Przed nimi jeszcze wiele do odkrycia. Jeszcze tyle rzeczy nie wiedzą. Mają  marzenia. Iza chciałaby być zawodową tancerką. Poczyniła już w tym kierunku pierwsze kroki. Zdobywa powoli wyróżnienia i pierwsze nagrody. Agnieszka ma duszę artystki. Na płótno przenosi postrzegany przez siebie świat. Krzyś to konferansjer i tancerz w jednym. Jest też posiadaczem pięknego niskiego głosu, który zachwycił każdego, kto miał okazję go usłyszeć. Cała trójka to wychowankowie Środowiskowego Domu Samopomocy w Pewli Wielkiej, który zajmuje się osobami z niepełnosprawnością intelektualną.

 

 

– Takich osób jak Agnieszka, Iza czy Krzysiu w naszym ośrodku jest 27. Każdy z nich wymaga indywidualnego podejścia i czasu, który należy mu poświęcić, by terapia przyniosła efekty – mówi Renata Puda, kierownik ŚDS. – Osoby z upośledzeniem umysłowym mają trudności z pamięciowym i praktycznym opanowaniem wiadomości, dlatego każde ćwiczenie musi być wielokrotnie i systematycznie powtarzane, aby uzyskać oczekiwany efekt. Tylko wówczas istnieje szansa, że czynność zostanie zapamiętana – tłumaczy pani Renata.

 

Złote ręce księdza Kolasińskiego

 

 

Na pomysł uruchomienia Środowiskowego Domu Pomocy wpadł proboszcz tamtejszej parafii ks. Jerzy Kolasiński. To on wszystko zorganizował i załatwił wszelkie formalności. Udostępnił wszystkie pomieszczenia pod kościołem i tam wybudował pracownie, w których do dzisiaj uczą się wychowankowie Domu Samopomocy.

 

– To anioł, a nie człowiek – mówiła, podczas obchodzonego niedawno Dnia Rodziny, pani Maria, mama jednej z wychowanków ŚDS. –  Wszystko czego się dotknie zamienia się w złoto – żartowała. – A pomysłów i chęci mu nie brakuje – szybko dodała inna matka.

 

 

– Nasi podopieczni mają do dyspozycji pokój muzyczny, pracownię informatyczną i stolarnię. Mają także zaplecze kuchenne, gdzie uczą się przygotowywać proste posiłki. Uczymy ich czytać, pisać, liczyć. Prowadzimy z nimi zajęcia sportowe i taneczne. Kilka razy do roku biorą udział w różnego rodzaju zawodach. Rywalizują wtedy z podopiecznymi innych ośrodków, występują przed publicznością i zdobywają nagrody, dzięki czemu czują się docenieni i akceptowani. Raz w tygodniu jeździmy z nimi na basen, a kilka razy w miesiącu staramy się organizować małe wypady do miasta, gdzie pokazujemy jak należy się zachowywać w określonych miejscach i sytuacjach – wymienia pani Renata. – W wakacje robimy z nimi wycieczki po Polsce. W tym roku oprócz wyprawy w góry czeka nas także pierwsza zagraniczna podróż. Wyjeżdżamy do Włoch. Oczywiście i tym razem dzięki pomocy księdza proboszcza. On wszystko zorganizował i udostępnił autokar – tłumaczy kierowniczka SDŚ.

 

Cierpliwość i wiara na wagę złota

 

 

– Dla osób cierpiących na niepełnosprawność umysłową ten ośrodek jest szkołą, w której uczą się samodzielnego życia. To właśnie tutaj nawiązały się pierwsze w życiu przyjaźnie. Nierzadko zdarzało się tak, że to tutaj podopieczny po raz pierwszy miał szansę zobaczyć jak wygląda sklep, kino, teatr – dodaje pani Renata, która jest w ośrodku od początku jego istnienia, a więc od 13 lat. Ona najlepiej wie jaki postęp zrobili jej wychowankowie i jak wiele ich to kosztowało.

 

 

– Bywało tak, że wychowanek przychodził do naszego ośrodka i całymi dniami siedział w kącie. Nie odzywał się do nikogo, nie brał udziału w zajęciach. Taki stan trwał dwa dni, czasami tydzień, a czasami nawet miesiąc. Czekaliśmy wtedy cierpliwie. Dawaliśmy mu czas, aż sam nam zaufa – wspomina pani Renata. Ta cierpliwość opłaciła się.  Dzięki zaangażowaniu i pracy pracowników ośrodka jego podopieczni odkryli swoje pasje. Czują się potrzebni i doceniani. Nie boją się już marzyć i wierzą już, że ich marzenia mogą się spełnić. Wiedzą też, że mają obok siebie ludzi, którzy ich wspierają i na których mogą liczyć. Mają prawdziwych przyjaciół.